czwartek, 14 lutego 2019

,,Gra o Ferrin" Katarzyna Michalak



Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: ,,Gra o Ferrin"
Data wydania: 23 października 2013
Gatunek: romans, fantasy














Cześć wszystkim! We wcześniejszym poście zadeklarowałam się, że zrecenzuję książkę pani Katarzyny Michalak. Dzisiaj nadszedł ten dzień, ale zanim przejdę do sedna to chcę Wam coś napisać. Moi drodzy, z okazji walentynek życzę dużo miłości, a osobom, które ciągle borykają się z samotnością, żeby w końcu odnaleźli kogoś, kogo z całego serca pokochają. Z tej też okazji piszę recenzję powieści z gatunku romans i fantasy. A żeby Wasza miłość była taka fantastyczna ;) No może nie tak skomplikowana jak tutejszej głównej bohaterki, ale mam nadzieję, że wiecie o co chodzi. Cudowna, taka jak ze snów i o jakiej Wy marzycie. Kończę już życzenia i przechodzę do głównej sprawy w tym poście.

Wiele razy na swojej drodze spotykałam książki Katarzyny Michalak. Głównie gdzieś tam w naszych głowach kojarzy się z pisaniem romansideł. Powiem szczerze, że widok na półce w bibliotece powieści fantasy z jej imieniem i nazwiskiem mnie niewiarygodnie zaskoczył. Byłam wtedy przekonana, że nic z tego dobrego nie wyjdzie. Nie wyobrażałam sobie książki tej autorki w gatunku fantasy. Moje wnętrze obawiało się, co się okaże, czy autorka znana w pierwszej kolejności z romansów poradzi sobie. W tamtej chwili jednak ciekawość wzięła górę i wypożyczyłam ją, dając tym samym szansę pani Michalak na pokazanie fantastycznego świata jej oczami.

O czym opowiada ,,Gra o Ferrin"? Fabuła toczy się wokół lekarki Karoliny. Poznajemy ją w trakcie próby uratowania samobójczyni, gdzie po bolesnej klęsce, nasza bohaterka jest załamana. Zawzięcie nie chce do siebie przyjąć porażki ze śmiercią. Kiedy wraca do domu, napotyka tam Łukasza. Otrzymuje od niego podarunek, który przysłała jej ciocia. Między innymi w nim znajduje medalion i dzięki niemu nasza Karolina trafia do magicznego świata. Tam przybiera swoje tamtejsze imię - Anaela. Niestety, początki pobytu nie idą w parze z tym, czego oczekiwała. Wyobrażała sobie czarujący świat z opowieści cioci: z pięknymi książętami, wyniosłymi królestwami i niezapomnianymi balami, a zastała same dziwactwa, sytuacje pozostawiające jedynie pytajnik nad głową, strach i mężczyzn, którzy ciągle próbują się do niej dobrać.


Na dobry start zacznę od wypowiedzenia pozytywnego aspektu z tejże książki. Ewidentnie widać, że pani Michalak miała już wcześniej dużo do czynienia z pisaniem romansów. Te wątki potrafi opisać bardzo ładnie i przyjemnie się je czyta. Nie zawierają w sobie sztuczności i takich ochów, achów. Tylko autorka sumiennie wypełniła swoją rolę, zasypując cieszącymi oko rozwojami głębszych relacji między bohaterami. Kolejną rzeczą, jaka mi całkiem przypadła do gustu, był świat, jaki stworzyła Michalak. Bardzo ciężko go przyrównać do tego tolkienowskiego Nie mam żadnych wątpliwości, kto byłby przegranym, jednak jak na moje oczekiwania, nie było aż tak okropnie. Ciągle brakuje jej wprawy i trochę starała się przedstawić tamtejsze rasy. Żałuję, że nie występowało ich tam nieco więcej, że nie wzbogaciła historii o kilka więcej. Skupiła uwagę na swoich mocnych stronach, jakim jest pisanie romansów i gdyby nie one, raczej nie byłabym aż tak zadowolona z tej książki. Racja, nie mogę być niczego pewna, bo nie widziałam, ale z tego co mi w tym utworze podała pani Michalak, mogę tylko to wywnioskować. Wciąż musi pracować, żeby poziom tworzenia książek fantasy lekko się podniósł. Poruszę jeszcze temat odnośnie rozbudowywania akcji i stylu pisania. W tymże temacie to autorka w pewnym zakresie mnie zawiodła. W znacznym stopniu wprawiła mnie w niesmak na początku książki, gdzie dialogi były naprawdę słabe. Dopiero później jakby się rozgrzała i ten charakter pisania minimalnie się zwiększył. Napomnę także, że były takie momenty, w których się gubiłam i często musiałam wracać kilka stron i ponownie przeczytać. Przyznam, że bardzo rzadko mi się to zdarza. I chciałabym na koniec wspomnieć o bohaterach, jako że oni są często budulcami naszego przywiązania w wszelakich utworach. Moje serce zdecydowanie zdobył Amre Shanon z Wilczego Zwiadu. Nie mogę rozgryźć tego przywiązania do tej postaci, jednak jestem pewna, że to właśnie on najbardziej wzbudził u mnie sympatię. Wyczekiwałam niekiedy długi okres czasu, żeby tylko pojawił się wcześniej wymieniony bohater. Nie ukrywam, że bardzo zaciekawił mnie swoją osobą. Niestety i tutaj autorka nie do końca ukazała mi jego historię, ale są kolejne części, w których, mam nadzieję, opowie mi co nieco więcej o nim.

W tym miejscu kładę kres mojej wędrówce przez recenzję książki pani Michalak. W podsumowaniu powiem, że nie należała ona do najlepszych, jednak ciągnie mnie do kolejnej części. Postacie były całkiem do polubienia i chętnie zobaczę ich dalszą historię. Odradzam osobom, które niekoniecznie lubią romanse. Autorka właśnie miłości poświęciła główną uwagę i odrobinę przewyższa ten wątek nad tym fantasy, przygodowym.

Moja ocena: 5,5/10

Dziękuję za uwagę! Spotkaliście się z tą książką? Czy czytaliście jakiekolwiek utwór pani Katarzyny Michalak?